Przedświąteczne zakupy… Aż głowa boli…
Kolejki do kas, to po prostu koszmar… Jakby ludzie nie jedli miesiącami,
czekając na święta. Jak widzę ludzi z koszykami i wózkami
wypełnionymi po brzegi , aż kipi…. Rozumiem to, że każdy chce aby na
wigilijnym stole pojawiły się tradycje, polskie potrawy i niczego nie
zabrakło w trakcie przygotowań, ALE BEZ PRZESADY….
ok, rozumiem ludzi, którzy mieszkają jak ja na wsi i maja spory kawałek
do najbliższego spożywczaka, a reszta Polski….??? nie wiem czy oni
wszyscy wibracją się w podróż dookoła świata czy na biegun
północny…

Wybrałyśmy się w trójkę – ja, siostra i mama czyli mieszanka
wybuchowa, która grozi groźnym konsekwencją (np. jakąś kłótnią). W
ręku długa lista, ołówek i kalkurator… A przed nami wózek… I
zaczeło się buszowanie. Zaczynając od poswowych rzeczy jak papier
toaletowy i serwetki kończąc na świecach i winie, czy kapuście. Na
samym końcu oczywiście złowienie żywych i dorodnych karpi i innych ryb
w rybnym…
Ale zawsze jest tak , że na samym końcu już w kolejce do kasy przypomina
się o “bardzo ważnych”, wręcz niezbędnych drobiazgach.. I to jest chyba
jedyny powód dla którego rodzice tak bardzo potrzebują dzieci w robieniu
na zakupów. tzw. w pilnowaniu wózka i tym samym kolejki, wyciąganiu
rzeczy na taśmę, i bieganiu w ostatnich sekundach po duperele… 😉
A znając moich rodziców, trzeba będzie jeszcze raz w przyszłym tygodniu
dokupić jeszcze ryby (żywych), albo jakiś dodatków typu grzyby czy
śliwki …..

A miałam kupić prezenty… I nic z tego nie wyszło… Bo szczerze
powiedziawszy sama nie wiem co mam kupić.
Bo długotrwałych przemyśleniach stwierdziłam, że siostrze kupie
jakąś biżuterie, młotowemu bratu może jakąś książkę fanzy, choć
nie wiem czy to idealny prezent. A mamie jakieś perfum Chanel…. Ale co
kupić starszemu bratu i tacie nie mam pomysłu, a tym bardziej dziadkowi i
mojemu wujkowi, do których jedziemy w pierwszy dzień… Mam nadzieje, że
postanowimy że kupimy jeden prezent od wszystkich.

Teraz pół godzinki odpoczynku na małą kawkę i jedzenia, a zachwile będziemy
musiały rozpakowywać zakupy, pełne siaty zakupów…. No i jeszcze czeka
mnie i moją siostrę robienie PIERNIKÓW 😉 Hmmm, a raczej HAHAHa bo już mi
ślinka cieknie na samą myśl o tych “ciastkach”

Jak zjandę chwile to napiszę jak nam wyszły, ale to będzie już późny wieczór lub
noc…

Kategorie: Bez kategorii