Nienawidzę angolskiego… Czasem z niego zwiewam… Czasem wcisnę durną
gatkę o tym, że muszę zwolnić się wcześniej bo idę do lekarza czy
inna głupią bajkę…
Nie robię tego za często, ale robię… Kiedyś nawet nie wyobrażałam
siebie jako osoby, która umiałaby uciec z jakiś zajęć, ale tak sama,
indywidualnie…. Bo jak idzie się cała grupą/klasą to jest inaczej…
Zawsze się idzie… takie jest moje zdanie… Solidarnie… Wtedy nigdy
nie miałam wyrzutów sumienia…
Nie znoszę takiego jednego “osobnika” z mojej grupy… Nigdy nie idzie z
nami jak uciekamy z jakieś lekcji.. Zostaje, a potem często jest
zwalniany, choć nie zawsze…. (dobrze mu tak , haha) Musi siedzieć sam
na sam z nauczycielem… Durnota… A najgorsze jest to, że za pierwszym
razem koleś nam wywinął numer… Aż boki zrywać… To było jakiś rok
temu… Wszyscy ubieramy się do wyjścia, gotowi i zwarci aby dać
przysłowiowej “nogi”, ale ktoś miał odnieś klucz… On z wielką
ochotą się zgłosił na ochotnika, co nie wzbudziło naszego
podejrzenia… a w tym czasie większość się rozeszła… Ktoś tam za
nim poczekał… Niby z kimś poszedł na przystanek… Najśmieszniejsze
jest to, że on się wrócił i miał zajęcia… I przez cały tydzień
wmawiał nam, że to inna osoba z grupy została, która była niewinna…
Zwyczajnie nam kłamała prosto w oczy… A śmieszne jest, a zarazem
żenujące to, że sama prowadząca zajęcia wskazała osobę która nie
poszła i publicznie potępiła za brak solidarności i więzi z grupą a
tym bardziej jak jesteśmy taką małą paczką…. I zapomniałam o
jeszcze jednym!! Zagnijcie kto był zawsze prowodyrem?? Kto zachęcał do
pójścia z zajęć najbardziej?? tak, tak osoba która została

Było tak już kilkakrotnie… On udawał, że idzie,a jednak zostawał….
A najgorzej było jak pomylił kiedyś nazwiska nauczycielek…. To dopiero
był kocioł… Bo koleś poszedł do sekretariatu z zapytaniem czy mamy
zajęcia czy nie?? Bo nie mam nauczyciela…. Sekretera zadzwoniła
troszkę wkurzona do nauczycielki, która tłumaczy z tą grupą ma jurto a
dziś ma dzień wolny… Słysząc to przez przypadek wicedyrektorka,
wyszła lekka afera…

Od tego czasu nie znosimy kolegi, rzadko ktoś z nim rozmawia… itp… Bo
szczerze powiedziawszy on jest trochę dziwny… Rozmawiamy sobie na forum
klasy, a jego dzień wcześniej nie było i nie zna kontekstu rozmowy,
ponieważ wspominamy i nawiązujemy do tamtego dnia… Wszyscy się
śmiejemy… On też… Choć niczego nie rozumie… i dla przypadkowej
osoby która się przysłuchuje może wydawać się to nudne.. Jak pytamy
się z czego śmiej?? On nawet nie wie , nie umie wyjaśnić na czy polega
ta zabawność czy śmieszność sytuacji .. I ciągle gada o Rosji i
socjalizmie… A poza tym jest jakiś nie stabilny emocjonalnie i bardzo,
bardzo niezaradny życiowo…

Może jeszcze o jednej osobie z grupy… Już kiedyś o niej wspominałam,
to ta z którą czasem jedzże tym samym autobusem i idę czasem do
McDonalda przed zajęciami…
Jest odemnie 2 albo 3 lata starsza ( ale chyba 3, bo jest w wieku mojego
barat)… Ale QI ma dziecka w 2 klasie podstawówki… Nie wiem jak ona
skończyła liceum…. Ma głupie odzywki, raczej tępe… Podobno
kończyła w tej samej szkole jakiś kierunek, ale nie zdała jakiegoś
egzaminu końcowego…. w ogóle nie wiem jak ona dostawała zaliczenia…
Bo teraz widzę że nic nie umie, choć niektóre przedmioty miała już
kiedyś… Wszyscy się dziwią dlaczego sobie nie przepisze ocen, bo wiele
z nauczycieli daje taką możliwość i idzie na rękę…Każdy rozsądny
człowiek skorzystał by z takiej możliwości i spędził ten czas na
odpoczywaniu, lub na nauce a tym bardzie jak ma problemy jak ona…
Ma jedne z najgorszych ocen w klasie, a uważa się za geniusza, bo ONA robi
drugi kierunek… Choć większość z “wykładowców” dawno ją by ulaliale z
cudem mieści się w dolnej granicy…
Nie ma żadnych zainteresowań… Nawet płytkich…A rozmowa z nią to
czasem prawdziwa tortura… Bo o czym można z nią pogadać ?? A więc
tak: o pogodzie, co było na zajęciach lub zaliczeniach jak mnie nie
było, jakie masz plany na święta/ferie/wakacje… Ale i tak rozmowa
jakoś ciężko idzie….

Kategorie: Bez kategorii