Co u mnie?
Nic ciekawego, już na pewno wiem że czeka mnie “kampania wrześniowa” czyli poprawka z materiałek wykładów. Wiem że sama sobie na to zasłużyłam słabo się ucząc ale mimo wszystko miałam nadzieje że może zdam w terminie i nie będę musiała się spinać i uczyć przez wakacje.
Wiem, że teraz będę musiała się nauczyć na blachę i nic nie może mi w tym przeszkodzić.

Nadchodzącym tygodniu mam pełno nauki, w każdy dzień jakieś zaliczenie, albo poprawka…. Takie życie, muszę się wziąć za siebie bo mimo wszystko mogą mnie wywalić, a tego nie chce, z kilku powodów.

Może o czymś przyjemniejszym… Hmmmm…. Ale właśnie nic takiego się nie wydarzyło….
Chyba że zaliczę do nich “Noc Muzeum” która okazała się pierwszym od bardzo dawna powodem wyjścia z domu. Byliśmy na kilu muzeach i obejrzeliśmy fragment przedstawienia na starym Rynku, ale gdyby nie mój brat który był na doczepkę- chciał się załapać na w miarę łatwą podwózkę do Poznania i z powrotem bylibyśmy dłużej i zwiedzilibyśmy więcej bez STRESU.
Mam nadzieje, że za rak powtórzymy to i wtedy zwiedzimy dużo więcej i nie będziemy musiały się przejmować upływającym czasem. A może za rok wybierzemy się na “Noc Muzeum” do innego miasta? Ja bym chciała i byłabym wstanie zrobić to nawet dzisiaj. Aż się sobie dziwie że mam czasem takie pomysły, bo jak na mnie to spontaniczny pomysł przy moim bardzo spokojnym i statycznym życiu, które jest bezbarwne i pełne nudy i rutyny….

Kategorie: Bez kategorii