Dawno nic tu nie pisałam…. Ale to z kilku powodów.
Po pierwsze, dlatego że nie miałam czasu.
Po drugie, jak zazwyczaj miałam problem z dostępem do komputera, jak to ja.
Po trzecia nic u mnie ciekawego się nie zdarzyło, moje życie toczy się między uczelnią a domem. Rzadko gdzieś wychodzę, chyba że w czasie okienek czy z rodziną w weekend do jakiegoś centrum handlowego na zakupy dla zabicia czasu.

Sama nie wiem czego oczekiwałam, po tym ogłoszeniu, ale że może ktoś ciekawy się odezwie…
Zaraz zapytacie jakie ogłoszenie, bo przedtem o niczym takim nie pisałam, ale za moment wszystko wyjaśnię.

Po prostu na pewnym forum wstawiłam ogłoszenie, że szukam ludzi zainteresowanych wspólnym wyjazdem do Karkowa w czasie wakacji.

Podałam swojego maila i potencjalne “wymagania” (choć wydaje mi się to słowo trochę nie na miejscu), po prostu, że najchętniej widziałabym na tym miejscu dziewczynę w podobnym wieku do mnie z okolic Poznania lub mieszkającej w Wielkopolsce. Choć nie wykluczałam nikogo, o czym również napisałam. Ze śmiało mogą do mnie pisać chłopacy, czy osoby zdecydowanie starsze lub młodsze ode mnie.

Wiedziałam że zanim ktoś w ogóle odpisze czy odezwie minie trochę czasu, wiedziałam że nie mogę oczekiwać że po 5 minutach od wystawienia tego ogłoszenia będę miała kilka odpowiedzi na skrzynce mailowej. Zdawałam sobie sprawę że zanim ktoś się odezwie może minąć tydzień, ale zarówno miesiąc czy dwa miesiące. Cierpliwie czekałam. Ale na dobrą sprawę może nikt się nie odezwać.
Między czasie zdążyłam o tym zapomnieć.

Jednak po pewnym czasie przyszedł do mnie pierwszy mail. W sumie lakoniczny na temat tego że osoba jest zainteresowana wyjazdem i czy propozycja jest nadal aktualna. Ale nic z tego nie wyszło. Wiedziałam to już po około 4-5 wiadomościach, bo osoba była z 2 końca Polski i jakoś nasza rozmowa jakoś się nie kleiła.
Bo w sumie tylko ja coś pisałam w tych mailach, a w odpowiedzi dostawałam jakieś lakoniczne 2 linijki z których nic nie wynikało.

Napisało do mnie jeszcze 3 chłopaków, z których tylko jeden wydawał mi się całkiem normalny i sympatyczny. Całkiem dobrze mi się piało i widać że z pośród wszystkich osób które do mnie napisały najbardziej zależało na wyjeździe. Bo poprzednie osoby miałam wrażenie, że piszą ze mną tylko po to aby załatwić sobie wygodny wyjazd, w którym nic nie będą musiały robić…. Że ja załatwię wszystko, a w podzięce będę mogła jechać z nim/nimi….

Dałam więc sobie z nimi świętu spokój….

Owszem liczyłam się z tym większość osób które się do mnie zgłoszenie będę brała pod uwagę bo albo ktoś pisząc do mnie robi sobie żarty i napisze do mnie z nudów, z innymi nie nawiąże tak dobrego kontaktu, że z nimi jechać gdziekolwiek albo po prostu internetowa znajomość umrze śmiercią naturalną. A do spotkania w realu dojdzie może 2-3 osobami (i tak w porywach), z których jak dojdzie do wyjazdu choć z jedną osobą to i tak uważałam i uważam za sukces.

Zapomniałam wcześniej napisać jeszcze o pewnej dziewczynie o imieniu Magda, jak na razie jedynej kobiecie która zdecydowała się do mnie napisać.
Ogólnie tymczasowo mieszka ona w Poznaniu, ale jest z okolicznego miasta. Studiowała historię przez niecały semestr, a teraz jest jakieś szkole policealnej. Na początku naszej internetowej znajomości wydawało mi się, że trafiłam na pokrewną duszę, że mamy podobne upodobania, można zaryzykować że mamy podobne zainteresowania. Można zaryzykować że obie jesteśmy nieśmiałe i małomówne. I tak pisałyśmy około 1,5 tygodnia, potem ona zaproponowała spotkanie, ale to dla mnie trochę za wcześnie. Czemu? , bo nigdy wcześnie nie spotykałam się z internetu, co powodowało we mnie wewnętrzny paraliż. A tym bardziej, że ostatnie kilka maili od owej dziewczyny wydawały mi się zbyt lakoniczne i suche. Ale już przy ustaleniu miejsca było ciężko, czułam że dziewczyna jest oporna pod każdym względem bo nie umiała sama nic zaproponować jako miejsce spotkania czy “co” chce robić. Ja zaproponowałam standardowo jak na pierwsze spotkanie neutralny sposób spędzenia tego czasu czyli kawę lub spacer. Ustaliłyśmy że spotkamy się w moim okienku. Żebym nie maiłam za daleko na uczelnie zaproponowałam że możemy iść coś wypić lub zajść w Kupcu Poznańskim lub w Starym Browarze. Mimo wszystko wybraliśmy deptak i browar.
Spotkałyśmy się w poniedziałek.

Ale to nasze spotkanie wg mnie okazało się totalna porażką, jak o tym myślę z perspektywy czasu.
Żeby nam było się rozpoznać wymieniłyśmy się numerami telefonu oraz znaleźliśmy się na facebook’u i szczerze powiedziawszy zaproponowałam to sama ponieważ słyszałam taką metodę od różnych ludzi że w takich sytuacjach to się sprawdzają. I szczerze powiedziawszy myślałam że to pomoże.

Stałam jak głupia pod tym browarem rozglądając się i myśląc czy w ogóle nie wziąć “d**y w kroki ” i nie pójść sobie. Ale w końcu ją zobaczyłam przy wejściu. Podeszłam bliżej aby mogła mnie rozpoznać , poznać. Sama nie wiedziała jak postąpić czy to ja mam do niej podejść czy czekać aż ona do mnie podejdzie. Postanowiłam się bawić ostentacyjnie komórką pokazując że czekam na kogoś i da jej do myślenia, że to ja. Aż postanowiłam wysłać jej sms’a z pytaniem czy już jest i upewnić się czy to ona. Bo jeśli sięgnie po komórkę, to będzie ona.

Nie wiem czy mnie nie poznała, choć nie ukrywam że jestem strasznie podobna do siebie na zdjęciach i naprawdę ie rozumiem jak to możliwe że dziewczyna mnie zauważyła.

W końcu postanowiłam podejść i powiedzieć, że to chyba na mnie czeka. I weszliśmy do środka, i w sumie cały czas chodziłyśmy i nie usiadłyśmy choć na chwile. Chodziłyśmy bez sensu po tym browarze, nawet nie można nazwać głupim oglądaniem wystaw sklepowych bo cały czas chodziłyśmy w kółko wokół (te osoby które miały okazje być browarze to chyba mnie rozumieją), że chodziłyśmy wokół schodów i wystaw sklepowych, robiąc na każdym piętrze kółko.

A o czym gadałyśmy? Głownie o studiach, szkołach policealnych, jak i dawnych czasach czyli jak to było w liceum…. Rozmawiałyśmy trochę o tym jak podobna nam się Poznań i czy trudno było nam się ogarnąć w nowym mieście.
Tematy całkiem neutralne i fajne jak na pierwsze spotkanie. Nie wiedziałam czy zagadać i zacząć rozmowę o Krakowie jako całym pratekstem naszej znajomości. I jakoś nie poruszyłyśmy tego tematu.

Ale mam jakiś niedosyt po tym spotkaniu, to nawet nie chodzi o to, że spotkania (okienka w czasie zajęć na uczelni) wyszłam głodna i niezdążaniem nic zjeść np. w KFC czy nawet kupić sobie w jakimś spożywczaku czy markecie w podziemiach Starego Browaru.
Bo jestem jeszcze w stanie zrozumieć że nie każdy lubi jeść w takich miejscach, bo sama robię to bardzo rzadko, ale właśnie w okienkach jak jestem bardzo głodna i muszę coś szybko zjeść. A tym bardziej jak teraz jest kryzys i każdemu brakuje pieniędzy.
Ale w sumie na to się umawiałyśmy, że pójdziemy gdzieś na kawę, a punty szybkiej obsługi wg mnie były najlepszym wyjściem.

Miałam wrażenie że ja tylko się wysilam wymyślając kolejne wątki w naszej rozmowy i ją podtrzymuje. Owszem mogło wynikać z tego że jest małomówna i nieśmiała, ale ja też taka jestem a poza tym to ona zaproponowała pierwsza spotkanie i myślałam, że mam jakieś “scenariusz” czy “pomysł” na nasze spotkanie. Że w sumie będzie wiedziała o czym chce ze mną porozmawiać czego chce się o mnie dowiedzieć, że może zaczniemy rozmowę o Krakowie, o tym czego ewentualnie oczekujemy po wspólnym wyjeździe.

Ale koniec końców uważam, że nasze spotkanie było bezowocne. Nie wiem czy ta znajomość się jakoś dalej rozwinie, ponieważ żadna z nas nie dała znać. Ani ja do niej nie napisałam ani ona do mnie.

Zapytacie kogo właściwie szukam i w dodatku przez internet, czemu nie pojadę z kimś ze znajomych?
W sumie nie mam bliskich znajomkach, z którymi mogłabym jechać. Owszem koleguje się z dwoma koleżankami z podstawówki, no i Ania. Ale z Pamelą nie mam już prawie kontaktu, widujemy się tylko sporadycznie w autobusie przez przypadek. Ze wspomnianą Anią widujemy się rzadko ale regularnie czyli około 2 razy do roku. W sumie najbardziej intensywny kontrakt utrzymuje ze Sylwią, ponieważ piszemy do siebie w miarę regularnie, czyli jak na nas to około raz w miesiącu czy raz na dwa miesiące. A widujemy się w za każdy razem jak mamy jakąś przerwę na uczelni. Czyli jak są jakieś święta, ferie czy wakacje.
To czemu z nią nie pojadę? Byłam rok temu nad morzem i mam mieszane uczucia.
A poza tym ona jest strasznie skąpa.
A w tum roku raczej wątpię abym mogła ją namówić na wyjazd do Krakowa, dlatego że mam ona obowiązkowy wyjad tak zwaną objazdówkę po Trójmieście, i jeszcze jeden wyjazd i w dodatku do Karkowa, który w dodatku sama musi zorganizować ponieważ jej grupa wygrała projekt z jakiegoś przedmiotu który polegała na zaplanowaniu wyjazdu w wybrany rejon Polski.
W sumie mogłam się spodziewać skoro studiuje Turystykę i Rekreacje…..

A na studiach…. Mam niby znajomych, ale są to raczej płytkie znajomości. I z tymi ludzi mam mało co wspólnego, łączy mnie z nimi tylko zeszłoroczny śnieg a momentami jeszcze mniej.

Jak mnie może coś łączyć z ludźmi z którymi prawie w cale nie spędzam czasu, ani nie rozmawiam? Czyli nic nie łączy. Rzadko z kimś spędzam okienka. Na początku dlatego że nikogo nie znałam, a teraz z wyboru, bo z nikim jakoś bliżej się nie zakumulowałam. Na początku było mi z tym dziwnie, ale teraz uważam że przynajmniej jestem niezależna. Choć czasami odczuwam brak kogoś bliskiego z kim mogłabym pogadać bardziej swobodniej, wyżalić się czy wygadać. Ale nie widzę nikogo potencjalnego ani w mojej grupie ani na roku.

Kategorie: Bez kategorii