Witajcie, od mojego ostatniego wpisu minęło wiele czasu. Często zdarzenia są dwojakie, z jednej strony cieszę się w końcu zdarzyły, ale z drugiej strony trochę żałuje że się zdarzyły. Albo odwrotnie.
Może zacznę od początku.co do szkoły policealnej to ją ukończyłam, w miarę dobrymi ocenami (same czwórki i piątki, nie licząc dwóch trój z przedmiotów, których nie lubiłam z powodu prowadzących, którzy zamiast zmotywować ucznia do nauki to jeszcze bardziej go zniechęcali).Miałam również egzaminy zawodowe na które poszłam w czerwcu, i szczerze powiedziawszy miałam stracha jak je pisałam. Były dwa, teoretyczny i praktyczny, do oby byłam niby przygotowana i byłam jedną z lepszych osób w klasie i może się bałam o to czy sobie poradzę. Bo praktyczny jest w miarę proste, ale teoretyczny jest trudniejszy.
Ukończyłam szkołę 10 czerwca 2011 ( piątek ), potem 13 i 14 miałam egzamin zawodowySzczerze powiedziawszy zakończenie było trochę smutne, bo zdałam sobie sprawę, że pewien etap w moim życiu się zamyka. Wchodzę właśnie w zupełnie nowy wymiar nie tylko pod względem nauki, “kariery zawodowej”, ale także wyboru drogi życia, dalszego zycia. Ale to miała być zmiana również dla szkoły, która kończyłam. Szeroko rozpowszechnione plotki wśród uczniów i nauczycieli miały stać się faktem. Miasto, jako instytucja prowadząca szkołe miało zabrać budynek i przenieść policealkę do technikum na drrugim końcu miasta. Co wg większości jest kiepską polityką, ponieważ w ten sposób szkoła traci potencjalnych uczniów, których w przeciagu ostatnich 3-4 lat systematycznie brakuje, aby utworzyć chociażby 2-3 klasy dzienne. A lokalizacja w centrum miasta była chyba jednym z nielicznych atutów, które przyciągały “desperatów”.Niestety nawet na kierunkach zaocznych jest mało osób, ponieważ wykruszają się w przeciągu dwóch lat nauki, a garstka zostaje dopuszczona do egzaminu. Coraz więcej osób idzie na studia i w tym na prywatne uczelnie, ponieważ stały się bardziej dostępne. Jak również powszechny pobór, a raczej jego brak spowodował wśród młodych chłopaków rezygnacje z kontynuowania nauki, nawet w takiej formie. Ale mniejsza o to….
Na zakończenie roku “pani dyrektor” powiedziała coś od siebie, kilka słów powiedzieli również jacyś pierwszoklasiści, Karolina w imieniu wszystkich wręczyłakwiaty i porozchodziliśmy się do swoich klas.I szczerze powiedziawszy myślałam, że troszkę inaczej będzie wyglądało. Każdy z nas podpisał “odbiór” świadectwa ukończenia, jak również to z liceum. Posiedzieliśmy jeszcze może niecałe pięć munut, każdy od siebie powiedziła, że w końcu wakacje, że wszyscy dobrze się bawili przez te dwa lata i będziemy dobrze wspominać ten okres.Faktem jest to, że przez ten czasy czas dobrze się poznalismy, dogałyśmy się i miło spędziłyśmy ten czas, na czasem nudnych lekcjach. Miałyśmy o czym gadać, śmiałysmy sie z tych samych rzeczy i każdy z nas z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień otwieraliśmy się na siebie.Zaczynało nas może 15 osób, może w porywach 20, ale było to na samym początku 2009, ale z czasem zaczęto wykerślać następne osoby… Zapytacie dlaczego? Ponieważ jak było nawet zapisane 15 osób to przy dobrych wiatrach przychodziło ok 9 lub 10 osób później tylko ok 6 osób.Na 4 semestrze było nas chyba 10 osób w dzienniku, przy czym w miarę regularnie chodziło 8 osób (licząc mnie).
Dlatego, że byliśmy małą grupą i dlatego, że poznalismy się dobrze i rozumieliśmy myślałam, że poznałyśmy się będzie wyglądać zupełnie inaczej. Czemu? Bo już w kwietniu ktoś wspomniał, że trzeba to świętować (tzw. ukończenie szkoły) i po rozdaniu świadectw iść gdzieś do klubu, potańczyć i się napić lub czegoś mocniejszego. Sam w sobie pomysł mi sie spodobał, ale nie koniecznie musiał być to klub.Potem pomysł przerodził się w coś innego. Niedaleko szkoły, w sumie na przeciwko było coś jakby restauracja połaczona z barem i ogródkiem przed wejściem, podobnie jak na starym rynku. Mieliśmy iść tam na coś słodkiego i “piwko”. I to mi osobiście się bardziej podobał bo było w moich “klimatach”, takie bardziej spokojene spotkanie.Potem były jeszcze dwie propozycje równie fajne. Pierwsza z nich to pójście na stary rynek, pochodzić a potem gdzieś usiąść (to znaczy do jakieś knajpki). Druga to kupienie czegoś i zrobienie kawy w szkole, w naszej klasie.
Tylko było coraz bliżej zakończenia coraz mniej się o tym mówiło i jeszcze mniej się robiło.Chodzilismy do szkoły do końca maja. Ale to nasze chodzenie było w kratkę, częściej nas nie było niż byliśmy. Zaczeło się to około 15 maja. Przychodziliśmy na 2 lub 3 lekcje i co drugi dzień.Od 1 do 10 czerwca wcale już nie pokazywaliśmy się na zajęciach lekcyjnych. Ja byłam w czerwcu w Poznzniu kilka razy jadąc na zakupy (np na Maltę czy do drogerii), a mówiąc mamie, że idę do szkoły.
Suma sumarów wyszło na to, że ze wspólnego oblewania nic nie wyszło i każdy poszedł w swoją stronę.
Na egzamin musiałam jechać na ul. Marszałkowską. W poniedziałek to znaczy w 1 dzień był egzamin teoretyczny, który odbywał się o 12, ale musieliśmy stwaić się około godziny wcześniej. I zgadnijcie kto był pierwszy , najszybciej? Tak osoby, które mieszkaj a poza Poznaniem i muszą tłuc się conajmniej jednym autobusem i trawajem. Ja, Ania i oczywiście Magda (która zawsze pojawia się dużo wcześniej, nawet za dużo) byłyśmy tam niecałą godzinę wcześniej. Potem pojawił się Bernard. A osoby które mieszkają w Poznaniu i wystarczyło wejść w jeden tranwaj i jechać klika lub kilkanaście minut, przyszły najpóźniej, bo niecałe 15-20 minut przed rozpoczęciem.Drugi dzień egzaminów, wtorek był dniem egzaminu praktycznego, który polegał na napisaniu projektu. Projekt sam w sobie był prosty bo nawet debile by go zdali, ponieważ polegał na przepisaniu wszystkiego co było w załącznkiach, a co zajmowało 3/4 całego czasu. Pozostały czas poświęcasz na wypisaniu kilku zdań (około 7-8), które musiałeś się nauczyć na pamięć i wypisać ewentualne “błędy” w formularzu.Ale niestey ten egzamin zaczynał się wcześniej bo o 9 więc mama podrzuciła mnie na śródkę.
I od tego czasu zaczęły się moje wakacje. W tym czasie wysłałam kilka CV, ale wiadomo, że bez żadnych rezultatów. Leniuchowałam, spałam, nudziłam się. Sporadycznie wyjeżdżałam do miasta. Zaczynało mi pomału brakować motywacji do czegokolwiek, do jakiegokolwiek kontaktów z drugim człowiekiem czy wyjścia na spacer. Najchętniej spędzałabym czas na komputerze albo przed TV.

Kategorie: Bez kategorii