Najlepiej jest jeżeli ktoś w podobnym miejscu jak ja powinien zakolegować się z co najmniej jedną z tych osób (najlepiej każdego , by stworzyć taką grupkę):
– osobę dojeżdżająca jak my
– jedną mieszkającą w danym mieście
– jedną osobę mieszkającą w akademiku i/lub wynajmującą mieszkanie na mieście
Ponieważ z każdą z tych osób by robić w czasie okienek. najlepiej aby wymienione osoby były z twojej grupy, bo nie zawsze się tak da, bo twoja grupa nie podpasuje ci do końca.
Osoba która dojeżdża tak jak ty, może okazać się fajnym kompanem, ponieważ tak jak Tobie może się nie opłacać wracać do domu; tak zyskujesz towarzystwo do błąkania się po mieście, siedzenia w parku czy bibliotece.
Osoba mieszkająca w Poznaniu będzie dobrze znała miasto i będzie mogła Cie przeczy-mać w czasie okienka —> i to akurat samo z osobami mieszkającymi w akademiku.

Taki miałam plan….. Ale się nie spełnił…. Jestem raczej samotniczką, trzymającą się na uboczu, z nikim nie mam bliższego kontaktu, z nikim nie wychodzę po zajęciach na kawę… Wszyscy są jacyś sztywni i zamknięci.

Denerwują mnie ludzie z roku, jak i ludzie z grupy. Nawet nie wiem jak to nazwać, czy to jest niedostępność czy co…
Częstym zjawiskiem jest to że ludzie przyszli grupkami na studia, po 2-3 osoby z jednej klasy czy szkoły i wokół siebie stworzyły większe grupki. Bo nawet jeśli w liceum za sobą nie przepadali to teraz w liceum trzymają się razem. Mało osób chodzi na wykłady, a potem chcą notatki. Mnie osobiście to denerwuje, zwłaszcza gdy o notki prosi osoba która jest stąd a żuli je od osoby która jest dojeżdżająca i czeka na wykład np. 2 godziny bo nie opłaca się jej wracać do domu bo i tak nie zdąży wrócić i zostaje a tamta po prostu się nie chce jechać drugi raz choć mieszka pół godziny od uczelni i jest w domu już o 12….

Z nikim nie da się zakumulować, jakoś z nikim nie mam wspólnych tematów do rozmowy, zainteresowań, czegokolwiek co mogło by być wspólnym mianownikiem do rozwoju znajomości. Na początku pierwszego semestru siedziałam z Ania, ale wydaje mi się jakaś dziwna, ale na początku wydawało mi się że nadajemy na tych samych falach, ale teraz stwierdzeniem, że się zupełnie różnimy.
Natomiast Weronika prze długi czas wydawał mi się całkiem fajną dziewczyną i właśnie od jakiegoś czasu siedzę z nią na wykładach, bo niestety nie jest z mojej grupy. W pierwszym semestrze obie chodziłyśmy na wszystkie wykłady jakie były bez względu na to, o której i gdzie były. Słuchałyśmy i byłyśmy w miarę kulturalną, nie gadałyśmy i siedziałyśmy spokojnie, ale takich ludzi jaki my jest mało i jesteśmy w mniejszości.
Naprawdę takich osób jest naprawdę mało, większość to ignoranci, którzy traktują studia jako poczekalnie i nie zależy im ani trochę na wiedzy. A reszta to ludzie którzy uważają się za tak genialnych że nie muszą słuchać. I dlatego uważam za większość ludzi mojego roku to snoby którzy przyszli na studia tylko po to aby rodzicom zatkać budzie, prawdziwych i autentycznych ludzi jest tu naprawdę niewielu. Miałam nadzieje, że ja z Werą się zbliżmy do siebie, szkoda że nie jesteśmy w jednej grupie dziekańskiej, bo miałybyśmy razem ćwiczenia, ale trudno.

Wiel osób już wymieniło się swoimi numerami i są ze sobą w kontakcie przez cały czas. Ja jak na razie mam tylko 2-3 numery i mi z tym jakoś dziwnie smutno. Licząc jeszcze te dwa numery dziewczyn których prawie wcale nie rozmawiam to razem 5….. ale że je mam to tylko przypadek bo powiedziałam, że będę miała prezentacje z jednego przedmiotu od koleżanki ze starszego roku, więc chętnie rzuciły się do tego aby dać mi swój numer. Jedna z nich może nawet wydawała się całkiem miła, ale druga to że nie dujże że głupia to próbuje zachowywać się jak jakaś damulka , to jeszcze jej nie wychodzi i momentami wygląda strasznie i komicznie. A co do uczelni….. Szersze powiedziawszy dotknęła mnie rutyna, zwykła codzienność i powtarzalność czynności. Moim wyznacznikiem upływającego czasu stał się niemiecki, ponieważ on jest dla mnie straszny z tą nową prowadzącą.

Kategorie: Bez kategorii