Dzisiaj nie poszłam do szkoły…
W sumie nie wiem czy się cieszyć czy smucić…
Plusem jest to, że się wyspałam… I chyba jedynym…
Jako pozytywny element tego dnia można uznać, że mogłam zajrzeć na kilka stron, które chciałam zobaczyć… I tyle… Miałam przepisać kilka rzeczy do zeszytu… Ale jakoś mi się nie chce … Może popołudniu….

Czemu nie poszłam…?? Konkretnego nie ma… Nie ma mnie w szkole bo:
1. boli mnie gardło
2. boli mnie noga
3. i ostatnio bo zwyczajnie mi się nie chce i w ogóle nie odpoczęłam przez weekend]

Moja noga… To wszystko przez naszą drogę… W piątek wracałam ze zajęć… Szłam już fatalną drogą z przystanku do domu…. Pomijając fakt, że zapomniałam wyciągnąć kasy z bankomatu musiałam zostać dłużej w mieście i się cofnąć…. Ale nie ważne… W końcu już prawie byłam w domu… A moja droga jest tzw. była całą oblodzona, nie było centymetra bez lodu… Nie dało się iść poboczem, wiec musiałam iść środkiem tej … jakby powiedzieć polnej drogi… Cztery razy się przewróciłam… A piąty raz już prawie przy samym domu… Co spowodowało, że byłam wkurzona jeszcze bardziej… Nabiłam sobie siniaka na kolanie… Mam jeszcze kilka obtarć….

W sobotę… Sprzątanie, gotowanie… Zero czasu dla siebie…
A wczoraj… Byłam w Poznaniu… Raczej z obowiązku, a nie z przyjemności… Musiałam jechać z mamą zobaczyć jak się jedzie do restauracji gdzie studniówkę za tydzień będzie miał mój brat… Ktoś musi go tam zawieść…
A potem pojechałyśmy na zakupy… Kupiłam sobie bluzę z kapturem i krótki rękaw…

Kategorie: Bez kategorii