Byłam dzisiaj na pierwszych fakultetach z matematyki. I szczerze powiedziawszy było tak sobie. Nikogo nie znałam… Zestresowana znalazłam salę i czekałam pod nią pomiędzy innymi, ale jakoś nikt do nikogo nie zagadywał, nie licząc małej grupki (około 4 czy 5 dziewczyny) które się widocznie skądś znają albo po porostu są tak otwarte że tak szybko nawiązują kontakty. Reszta raczej zachowywała się niedostępnie i chłodno. W końcu zagadałam do jakiś laski czy też czeka na te zajęcia, a potem usiadłyśmy obok siebie. Zajęcia w samie sobie w miarę fajne, bo osoba która je prowadzi jest w miarę spokojna i sympatyczna, umie wytłumaczyć jak czegoś się nie rozumie i na dodatek sama od siebie dużo tłumaczy i pokazuje inne sposoby rozwiązania. Ale niestety zrobiono nam test na początek, same w sobie zadania może nie były jakoś imponująco trudne, ale tak jest jak nie zaglądałam do książek od dwóch lat, to jakoś nie poszło mi najlepiej poszło. Na koniec zajęć ma być kolejny test ale za to mam być wpisany do indeksu i chyba brany pod uwagę przy jakimś egzaminie.
a co do ludzi są jacyś sztywni. Myślę żeby jutro z kimś innym usiąść i może lepiej będzie mi się siedziało… Bo w sumie nie było najgorzej, ale ten facet który siedział koło nas, pod koniec zaczął gadać, że grupa chce już iść itp. I zaczął trochę mi osobiście przeszkadzać.
Dostaliśmy książki i zeszyt(coś jakby okołowrot z wydzieranymi kartami) i długopis. Przynajmniej jeden plus, tego całego chodzenia na te zajęcia.

Kategorie: Bez kategorii